Szybkie podsumowanie
Eksperci Sejmu ocenili projekt, który ma dać psom ratowniczym w ochotniczych strażach pożarnych podstawę prawną po 31 latach działania bez przepisów. Chwalą sam pomysł, ale wytykają luki prawne i brak realnego rozwiązania problemu finansowania - koszty psa nadal w całości spadają na ochotnika.
Ten dokument to opinia ekspercka przygotowana dla Sejmu, oceniająca skutki poselskiego projektu ustawy, który po raz pierwszy da podstawę prawną używaniu psów ratowniczych przez ochotnicze straże pożarne (OSP). Psy te od 1994 roku faktycznie biorą udział w akcjach poszukiwawczych i ratowniczych, ale do tej pory żaden przepis wprost tego nie dopuszczał. Eksperci sejmowi sprawdzili, czy projekt dobrze rozwiązuje ten problem i jakie będą jego skutki dla budżetu, gmin i samych ochotników.
- Dziś nie ma przepisu wprost pozwalającego ochotniczym strażom pożarnym używać psów ratowniczych - po zmianie OSP dostaną jasną podstawę prawną do posiadania i używania takich psów.
- Pies będzie mógł być używany dopiero po przejściu szkolenia i zdaniu egzaminu według standardów obowiązujących w Państwowej Straży Pożarnej.
- Psy OSP będą mogły wspierać akcje prowadzone przez Państwową Straż Pożarną oraz inne służby, np. policję czy straż graniczną.
- Eksperci Sejmu wskazują, że projekt nie precyzuje, kto jest właścicielem i opiekunem psa, kto pokrywa koszty jego utrzymania ani co dzieje się z psem po zakończeniu służby - to luki, które ustawa pozostawia otwarte.
- Projekt nie przewiduje żadnego nowego finansowania - koszty zakupu, szkolenia i utrzymania psa, sięgające nawet 100 tysięcy złotych w ciągu jego służby, nadal mają obciążać głównie samych ochotników.
Projekt złożyła grupa posłów, a jego przedstawicielem jest poseł Bartosz Romowicz. Powodem jest luka prawna: psy ratownicze działają w OSP od 1994 roku, ale żaden przepis wprost tego nie reguluje.
Jeśli jesteś druhem-przewodnikiem psa ratowniczego w OSP, ta ustawa formalnie potwierdzi to, co i tak już robisz od lat, ale w praktyce nie zmieni faktu, że sam płacisz za wyżywienie, szczepienia, szkolenia i ubezpieczenie swojego psa - eksperci szacują, że w ciągu 10 lat służby psa może to być nawet 80 tysięcy złotych z twojej kieszeni. Jeśli mieszkasz w gminie, w której działa OSP z psim zespołem ratowniczym, w przyszłości możesz zobaczyć, że gmina zaczyna dokładać się do kosztów jego utrzymania - bo formalizacja obowiązków może zwiększyć naciski na samorządy. Jeśli jesteś zwykłym mieszkańcem Polski, korzystasz na tym pośrednio - psy ratownicze OSP biorą udział w większości poszukiwań osób zaginionych w lasach czy na gruzowiskach, więc sprawniejsza współpraca tych zespołów ze strażą pożarną i innymi służbami może oznaczać szybszą pomoc, gdyby ktoś z twoich bliskich zaginął.
Ten dokument to sama opinia ekspercka Biura Ekspertyz i Oceny Skutków Regulacji Kancelarii Sejmu (BEOS) - eksperci chwalą samą ideę uregulowania statusu psów ratowniczych OSP, ale wskazują na liczne niedopracowania: niejasny status prawny psa, brak przepisów o opiekunie i kosztach jego utrzymania oraz brak realnego rozwiązania problemu finansowania. BEOS przygotowało też odrębną opinię potwierdzającą, że projekt nie jest niezgodny z prawem Unii Europejskiej. W konsultacjach społecznych wzięło udział 384 osoby, które przesłały 163 komentarze - zdecydowana większość poparła sam pomysł, nikt nie sprzeciwił się idei uregulowania statusu psów ratowniczych, choć wiele głosów domagało się dodatkowo uregulowania finansowania.
Autorzy projektu twierdzą, że ustawa nie będzie kosztować budżetu państwa ani gmin i nie wpłynie na gospodarkę - bo tylko formalizuje to, co dzieje się od 1994 roku. Eksperci Sejmu częściowo się z tym zgadzają, ale zwracają uwagę na kilka rzeczy. Po pierwsze, koszty utrzymania psa ratowniczego w OSP dziś w całości ponosi sam ochotnik - w Państwowej Straży Pożarnej ponad 80% takich kosztów pokrywa państwo, a strażak dostaje dodatek za opiekę nad psem, podczas gdy druh OSP nie dostaje nic. Roczne wydatki przewodnika to według szacunków ok. 14 tysięcy złotych: karma (6600 zł), sprzęt i logistyka (3110 zł), szkolenia i egzaminy (2460 zł), opieka weterynaryjna (1160 zł) i ubezpieczenie (648 zł) - w sumie nawet 100 tysięcy złotych w ciągu całej służby psa. Po drugie, formalizując te obowiązki, ustawa może w praktyce zwiększyć presję na gminy, by dokładały się do tych kosztów, mimo że autorzy projektu zaprzeczają, jakoby miało to nastąpić. Regulacja dotyczy ok. 16 tysięcy jednostek OSP (w tym 5,2 tys. w Krajowym Systemie Ratowniczo-Gaśniczym) oraz ok. 140 certyfikowanych zespołów przewodnik-pies, a pośrednio - poprzez szybszą pomoc w akcjach poszukiwawczych - wszystkich mieszkańców Polski.
Opinię przygotowano 24 czerwca 2026 r., już po tym, jak sejmowi eksperci ocenili zgodność projektu z prawem unijnym. Projekt to poselska propozycja zmiany ustawy o ochotniczych strażach pożarnych.
Autorzy projektu twierdzą, że ustawa nie rodzi żadnych nowych obowiązków finansowych i tylko porządkuje istniejący stan prawny. Eksperci Sejmu oraz środowisko ratownicze mają wątpliwości - wskazują, że nakładając obowiązek szkoleń i udziału w akcjach innych służb, projekt w praktyce utrwala sytuację, w której to ochotnik płaci niemal wszystkie koszty utrzymania psa, podczas gdy analogiczne psy w Państwowej Straży Pożarnej są finansowane w ponad 80% przez państwo. W komentarzach zgłoszonych podczas konsultacji społecznych pojawiają się głosy, że bez uregulowania finansowania problem nierówności między psami OSP a psami PSP pozostanie nierozwiązany.
Komentarze do druku